Santiago de Compostela z Porto – Camino Costa

przez Wojciech Warzecha
0 komentarz
Camino Costa

Porto-Vila do Conde 42 km

Jest połowa września 2016, drogę do Santiago de Compostela zaczynam w Porto Pogoda jak hinduskim filmie „czasem słońce czasem deszcz”. Błądząc po Porto nagle skończyły mi się żółte strzałki i nie wiedziałem, w którym kierunku iść.  Pytam kobietę w kafeterii o drogę do Santiago a ona pyta czy autobusem. Piechotą – odpowiadam. Na nogach??? Tak i szukam „yellow arows” (żółtych strzałek ). Yellow Bus??? – pyta. Szukam takich żółtych strzałek  i pokazuje jej na zdjęciu.  Na co ona: nigdy takich nie widziałam w Porto.

Vila do Conde

Za mną 42 km i 11 godzin i mogę powiedzieć,  że jest pięknie.  Trasa wiedzie praktycznie samym wybrzeżem oceanu w odległości 10-50 m od wody. Szum fal na przemian słońce i deszcz i spokój. Dużą część drogi prowadzi po specjalnych drewnianych pomostach nad wydmami, jest bajecznie.  W Vila do Conde planowałem spać u bombejros czyli u strażaków. Niestety mieli jakiś remont na sali i nie przyjmowali pielgrzymów.  Zmęczony i szczęśliwy dotarłem do albergi, w której było ostatnie wolne miejsce na piętrowym łóżku. Ciepła kąpiel i kolacja na rozgrzanym tarasie wynagrodziły cały trud dzisiejszego dnia. Mam bardzo dobry humor. Przy kolacji rozmawiam z dwójką starszych Australijczyków, którzy idą aż z Lizbony. Mówią, że musieli przez dwa dni robić bardzo krótkie odcinki po nie sposób było iść w 40-to stopniowym upale. Podziwiam ich za wytrwałość .

Vila do Conde – Marinchas 38 km

Dziś rano „poranek kojota”. O 4 rano pod oknami albergi na targu wyładowały się i głośno gadały przekupki i po spaniu. Okazało się, że tuż za albergą jest duży plac targowiska, na który z samego rana przyjeżdżają handlarze wszystkim co się da. Za oknem tylko 13 stopni. Szkoda tylko, że nie poczytałem informacji o dojściu do szlaku. Przecież to proste  wystarczy dojść do oceanu.  Tylko , że po drodze , na drodze stanęła mi rzeka ….. a mostu brak. No i musiałem się wracać. Niepotrzebnie zrobiłem dodatkowe 6 km. Jakby dla osłody z pobliskiego kościoła zabrzmiał krótki koncert na kościelnych dzwonach.

Marinchas – Viana do Castelo 29 km

Portugalskie wybrzeże oceanu jest przepiękne i wprost wymarzone do wędrówki.  Widoki jak na zdjęciach. Idzie się samym wybrzeżem albo plażą a jak komuś za gorąco to tuż obok plaży wiedzie ścieżka w mocno zacienionym parku czy lesie. Jednym słowem cudownie. Można tak sobie wędrować i zatrzymywać co krok albo co kilka  kilometrów nie myśląc nic o uciekającym czasie czy zajęciach w pracy. Dla mnie to nowe doświadczenie. Widziałem już wiele wybrzeży mórz i oceanów. To portugalskie bardzo urzeka swoją naturalnością.  Długie i szerokie, piaszczyste plaże na zmianę ze skaliste wybrzeżem każdemu dadzą to czego szuka.

Camino Costa

Viana do Castelo – A Guarda 39 km

Dzisiejszy dzień skończyłem oryginalnie bo w policyjnym radiowozie  … Bez obaw, nie zamknięto  mnie za włóczęgostwo a jedynie uprzejmy pan policjant podrzucić mnie do albergi. Okazało się, że był również opiekunem albergi. Było miło bo dzisiaj droga dala się we znaki.

Z ciekawostek logistyczno-noclegowych to takiej różnorodności jak podczas tej drogi to  się nawet nie spodziewałem.

Na początku miałem spać u bombejros czyli portugalskich strażaków. Podobno udostępniają dla pielgrzymów swoje sale gimnastyczne.  Trafiłem do szkoły dla strażaków ale niestety mieli jakiś remont. Na szczęście dziewczyna strażaczka  (???) Wymalowała mi dokładny plan jak dojść do albergi.

odręczna mapa

Kolejnego dnia spałem w alberdze prowadzonej przez Czerwony Krzyż. Warunki spartańskie za to towarzystwo przemiłe.

Dalej trafiłem do przykościelnej albergi prowadzonej przez bardzo gościnne małżeństwo Josephine i Albino. Zaprosili wszystkich chętnych na (jak to zapowiadał. Albino) skromna kolację,  która okazała się ucztą –  zupa, ryż z mięsem,  wino, sałatka owocowa i ciasto jabłkowego. I to wszystko za ….. modlitwę za nich jak dojdziemy do Santiago.

Dzisiaj jak już pisałem do albergi municypalnej zawiózł mnie uczynny policjant,  który jak się okazało tego dnia był również hospitalero.

A Guarda – Nigran 41 km

Wybrzeże Portugalii łagodnie przeszło w wybrzeże Hiszpanii. Jeżeli łagodnym można nazwać ponad 40 kilometrowy spacer. W tak pięknych okolicznościach przyrody idzie się zupełnie inaczej i z przyjemnością smakuje różnorodności brzegu.

Dzisiaj na początku drogi mogłem wybrać strzałka w prawo albo w lewo . Czegoś takiego jeszcze nie spotkałem. Poszedłem w lewo, bliżej oceanu i spacer zamienił się w wędrówkę po czymś w rodzaju wrzosowisk, dalej dużych i małych głazów a skończywszy na przedzieraniu się po kolana a czasem i wyżej w mokrej i ostrej trawie poprzeplatanej kolczastymi krzakami z rodziny jeżyn. Czułem się jak odkrywca nowego szlaku. W końcu jednak udało mi się wrócić na właściwy szlak.

Droga piękna i bardzo urozmaicona. Ze spokojnym sumieniem można ją polecić każdemu kto lubi wędrówki, bo widoki jak i odgłos oceanu i ptaków zdecydowanie wynagradzają trudy marszu.

Po całym dniu drogi dla odmiany trafiłem do przyklasztornej albergi i mam jednoosobowy pokoik. Cisza i spokój.

Jak więc widać Camino daje wiele możliwości chociażby tak prozaicznego tematu jak : „a gdzie ja tam będę spał lub spała”?

Nigran – Redondela 43 km

Dziś poranek plażowy.  Droga prowadzi szeroką plażą w miejscowości Nigran. Gdyby ktoś  miał ochotę na spokojny wypoczynek to polecam. Cisza i spokój  a w samym miasteczku rezerwat dzikiego ptactwa tuż obok plaży.

Jest ciepło i przyjemne i idzie się dobrze. Tak dobrze, że prawie zapomniałem, że jeszcze dzisiaj nic nie jadłem. Około 11 trafiam to małego gospodarstwa agroturystycznego, w którym gospodarze przygotowują proste śniadania dla pielgrzymów. To dobra pora by trochę odpocząć i coś zjeść, tym bardziej, że sałatka ze pomidorów i pachnąca  bagietka kuszą swoją świeżością. Wokoło słychać wielonarodowy gwar. Ludzie się śmieją, rozmawiają, witają i żegnają. Jedna wielka rodzina.

Kończę śniadanie i przyglądam się dziewczynie rozmawiającej przez telefon, gestykulującej rękami dla wzmocnienia przekazu. Nagle stwierdzam, że ona mówi po polsku. Kiedy wychodziłem a nie chciałem jej przeszkadzać, na pożegnanie rzucam po polsku „do widzenia”. Jej mina i zdziwienie – bezcenne. Eliza (poznamy się następnego dnia) wędruje razem ze szwedką Evą. To znaczy, czasem idą razem, czasem się rozdzielają. Zależnie jak im pasuje. Eva idzie wolniej ale zawsze jest wcześniej niż Eliza bo ta robi bardzo dużo zdjęć wszystkiemu co jej się po drodze podoba.

kapliczka

Redondela – A Concela 37 km

Portela – niezwykła alberga

Po całym długim dniu marszu marzyłem o jednym – miejscu do spania ( dzień wcześniej był z tym niezły problem). Wchodzę do albergi zmęczony i pytam o hospitalero.  Okazuje się nim przemiły człowiek na wózku inwalidzkim.  Obok jego żona śmigała koło garnków w kuchni. Pytam czy znajdzie się jedno miejsce do spania – TAK. A czy może jedno miejsce na kolacji – TAK,  i mówi jeszcze …..- za 5 minut jedzenie będzie na stole.  To może choć zdążę się wykąpać po „brzydko pachnie po drodze”. Jedzenie jest na zewnątrz wiec nie będzie to nikomu przeszkadzało – mówi.  Ja jednak decyduje się na prysznic.

I nagle słyszę (pod prysznicem)  jak liczą  21, 22, 23 – jeszcze jednego brakuje. Aha jest pod prysznicem wiec poczekamy jeszcze na niego. Na wpół mokry wybiegłem spod prysznica by usiąść ze wszystkimi do kolacji. Nie macie pojęcia jakie to miłe uczucie jak 23 osoby czekają na ciebie z rozpoczęciem kolacji. Na początku ktoś przeczytał krótką modlitwę by później wyczytał  imiona wszystkich pielgrzymów i z jakich krajów tu przybyli.  A później uczta dla ciała i dla duszy podczas rozmów z innymi. Alberga skromna, można by rzec warunki obozowo-harcerskie ale za to gospodarze i atmosfera przepiękna. W Portela spotykam Elizę i Evę. Przyszły jeszcze później niż ja i też  zdążyły załapać się na kolację.

A Concela – Padron 36 km

Poranek zimny. Słońce tu wschodzi dużo później niż u nas o tej porze. Wcale się nie dziwie, że Hiszpanie później zaczynają swoją aktywność. Tylko pielgrzymi wyłamują się z tego rytmu. Oni maja inny rytuał. Wczesne wstawanie, szybkie pakowanie plecaka, sprawdzenie czy nic nie zostało (o matko a moje pranie dalej wisi na sznurze !!! J) i w drogę. Czasem jak jest okazja to szybka poranna kawa. W alberdze Portela kawa była.  Przy kawie Eva prosi abym się wpisał do jej dziennika z drogi. Ma w nim wpisy od różnych osób, które spotkała w drodze. No i masz. Nie dosyć, że masz napisać coś „mądrego” to jeszcze zrób to po angielsku tak aby zrozumiała. Wpisuję jej moja ulubioną sentencję Seneki (po polsku – ostatecznie przetłumaczy jej to później Eliza). Eva jest na Camino po raz pierwszy. Jest tłumaczem języka angielskiego i ma dużą cierpliwość do mojego angielskiego.

Część drogi idziemy razem . Około południa spotykamy Sonię, bardzo miłą Niemkę. Jak mówi, idzie bo kiedyś jej babcia dużo opowiadała o Drodze Jakuba. Coś jej się pokomplikowało w życiu rodzinnym i jakby za „namową” babci idzie wyprostować swoje życie.

celtycka droga w lesie

Tu na Camino każdy idzie swoim własnym tempem i rozstania są nieuniknione.  Wymieniamy się numerami telefonów bo może gdzieś, może kiedyś ….

Ja idę do Padron, Sonia i Eliza planują nocleg w jakimś historycznym klasztorze a Eva nie wie jak daleko dziś dojdzie.  Ostatecznie jednak życie na Camino potrafi zaskakiwać. Eva dochodzi do albergi pierwsza, po drodze dowiadujemy się, że klasztor jest zamknięty i wszyscy spotykamy się w Padron.

Padron – Santiago de Compostela 30 km

Im bliżej jestem Santiago tym bardziej zwalniam tempo marszu. Doświadczam tego po raz drugi dokładnie w ten sam sposób. To tak jakbym nieświadomie chciał jeszcze trochę przedłużyć tę drogę. Jakbym nie chciał aby się skończyła. Może to nieuniknioność końca tak na mnie wpływa. Nie jestem chyba jeszcze gotowy na koniec. Z Santiago planowałem iść jeszcze na koniec Świata do Finistery, ale zmieniam zdanie. Pomyślałem, że jak dojdę do niej to to już będzie koniec. Nie, skoro szedłem do Sanitago ze wschodu na zachód (z Leon) i z południa na północ (z Porto) to powinienem jeszcze iść z Północy na południe (może Primitivo albo Norte) i dopiero wtedy skoczyć w Finisterze. OK teraz mogę wchodzić do Santiago de Compostela i iść do Świętego Jakuba podziękować za wszystko co mnie w drodze spotkało i zostawić intencje z jakimi tu szedłem.

Santiago de Compostela Katedra

Zanim pójdziesz dalej, proszę zostaw poniżej swój komentarz . Będę wtedy wiedział czy to co piszę może się komuś przydać

You may also like

Zostaw komentarz